Jaskinia Pouetons jest jedną z ciekawszych które miałam okazję odwiedzić.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z wypadu do jaskini. Niestety ciemności nie sprzyjają wykonywaniu czystych zdjęć.

Trzeba wspomnieć, że nie jest to jaskinia turystyczna, co oznacza, że wchodzić do niej mogą tylko osoby które przeszły odpowiednie szkolenie i posiadają odpowiednie umiejętności oraz ubezpieczenie. Kondycja fizyczna też się przyda bo aby dotrzeć do jaskini trzeba wspiąć się na wysokość 920m n p m.

Do jaskini wchodzimy po linach zaczynając od zejścia do 25 metrowej studni, która zostawia nas na szczycie stromego zbocza. Kilka kroków w dół i ponownie przyczepiamy się do lini aby zsunąć się po niej wzdłuż przepięknej ściany przypominającej koci język. Po ścianie często spływa woda, co dodatkowo daje niesamowity efekt. Na głębokości około 50m zrzucamy chwilowo część sprzętu – uprząż górną i dolną i zaczynamy małą wspinaczkę posuwając się w głąb jaskini. Panują tu zupełne ciemności, ale oświetlamy sobie drogę czołówkami. W zapasie mamy również dodatkowe światła, na wypadek gdyby to pierwsze zawiodło.


Ściana Koci Język

Jaskinia przywodzi mi na myśl film o Hobbicie – pewnie dlatego że to film pełen fantazji – podobnie jak ta jaskinia, która jest tak fantastycznie bajkowa. Przedzieramy się, a to pomiędzy ogromnymi blokami skał, które dawno temu odpadły od ściany, a to pomiędzy mniejszymi skałami rozrzuconymi na naszej trasie. Czasem trzeba przeskoczyć, innym razem przejść na czworaka lub mocniej przytulić się do ściany. Tam gdzie jest to niezbędne zabezpieczamy się sprzętem który niesiemy ze sobą lub na sobie.

W końcu po około 2 godzinach docieramy do najgłębszej części jaskini, która sięga 123m i bardzo często wypełnia się wodą, tworząc przepiękny mały basen. Ogromna siła wody, która powolutku, cierpliwie drąży skałę, jest w stanie zaprojektować niezwykłe, piękne formacje.

Na samym dole zbieramy się razem, jeśli jest miejsce to wspólna fotka, jeśli nie to chwila odsapnięcia i ruszamy w drogę powrotną. Gdy wyjdzimy spod ziemi nad Montserratem zacznie zapadać już zmrok, a my jak to jest w zwyczaju, udamy się do jakiegoś lokalnego baru, aby posilić się i wypić po piwie na zwieńczenie kolejnego udanego wypadu do jaskini.

źródła: espeleoindex oraz własne

mapa jaskini