Pochodzący ze Szczecina Piotr Rybaczyk otworzył przed laty Galerię La Basilica w Barcelonie, w której można kupić oryginalną biżuterię rozmaitych artystów, w tym także Polaków. Przed dwoma tygodniami odbyła się inauguracja otwarcia dwóch kolejnych miejsc stworzonych przez Piotra – jedno z nich poświęcone jest wystawom, a drugie autorskim perfumom. Z Piotrem spotkaliśmy się we wrześniu 2013 roku aby opowiedział nam swoją historię.

 

Jak to się wszystko zaczęło?

Barcelona – mam tu daleką rodzinę, ale to nie ona była powodem mojego przyjazdu tutaj. Po prostu po skończeniu Sztuk Plastycznych w Warszawie, spakowałem wszystko, wsiadłem do samolotu i z niewielkimi oszczędnościami poleciałem do Barcelony. Tutaj przez pierwsze miesiące bawiłem się jak nigdy  (śmiech), ale jednocześnie powoli rozglądałem się za pracą w teatrze, kinie lub TV. Spacerując po mieście i zaglądając do wszystkich muzeów po kolei, trafiłem na informacje o konkursie biżuterii nowoczesnej.

 

Barcelona galeria La Basílica

 

Właściwie nie wiem co mnie tknęło, bo nigdy nie robiłem biżuterii, ale przypomniałem sobie, że na studiach, podczas jednych zajęć z rzeźby uczestniczyła najmłodsza siostra piosenkarki Justyny Steczkowskiej. Pamiętam, że akurat ona robiła projekt jeśli sie nie mylę – diamentowego potwora i razem z nauczycielem robili te diamenty z gumy (wyglądały i błyszczały jak prawdziwe) i w tym momencie ona mówiła, żeby iść na kurs biżuterii, a mnie wtedy wydawało sie to takie odległe. Biżuteria, złoto…coś co w tamtym czasie było dla mnie praktycznie niemożliwe do realizacji. Mimo to postanowiłem wziąć udział w konkursie z ogłoszenia na które trafiłem w muzeum w Bcn. Choć jak już mówiłem wydawało mi się to niemożliwe, to okazało się jednak że mogę to zrealizować, a co najlepsze – materiał i wykonanie były dowolne. Tak więc przygotowałem komplet biżuterii, poprosiłem koleżankę która była modelką – Hanię, o pomoc w prezentacji i tak pojawiliśmy się na konkursie.

Okazało się że zajęliśmy II miejsce i dostaliśmy wyróżnienie! Ja oczywiście nie mogłem w to uwierzyć, no ale skoro ogłosili moje nazwisko (nie omieszkali go przekręcić) to musiała być prawda. Pierwsze miejsce w konkursie wygrał pewien artysta z Tajwanu – Walter Chen, którego prace aktualnie wystawiam w mej Galerii – jaki ten los zakręcony (śmiech).

Po konkursie podeszła do mnie pewna kobieta i wręczając mi swoją wizytówkę, powiedziała, że ma sklep w Barcelonie i chętnie obejrzy moją kolekcję. Wizytówkę jak najbardziej wziąłem, ale zabrakło czasu aby wytłumaczyć jej, że tak naprawdę nie ma żadnej kolekcji poza tą, którą widziała. Po konkursie poszliśmy się z Hanią bawić by uczcić wygraną. Następnego dnia odkryłem, że wizytówkę zgubiłem! Pomyślałem jednak, że jeśli zostałem wyróżniony i wzbudziłem zainteresowanie, to coś w tym jest. Zrobiłem jeszcze kilka rzeczy i wyruszyłem w poszukiwaniu szczęścia.

 

Barcelona, Galeria La Basílica

 

W jakich okolicznościach ponownie trafiłeś na Waltera Chena?

Z Walterem spotkaliśmy się dwa lata później jak otwierałem pierwszy sklep i okazało się, że mamy wspólnych znajomych. A propos, kilka dni temu zaprosił mnie do siebie bym obejrzał jego nowe prace i zrobił mi ceremonię herbaty. Coś niesamowitego! Wyszedłem od niego pijany herbatą – wierz mi to jest możliwe.

Jak nazwałeś swoją pierwszą kolekcję, tę konkursową i co się z nią stało?

Chyba mam po niej jakieś zdjęcia jeszcze, ale nic więcej, wszystko sprzedałem. Na początku starałem się zatrzymać niektóre prace, ale z czasem doszedłem do wniosku, ze wszystko przemija i nie ma co się przywiązywać do rzeczy.

Czy samo przedsięwzięcie, otworzenie galerii było trudne, mam na myśli formalności, znalezienie lokalizacji etc.?

Samo otworzenie Galerii jako takiej nie jest trudne. W Hiszpanii wszystkie sprawy z tym związane, sprawy księgowe etc. są bardzo uproszczone i otworzenie firmy jest możliwe praktycznie bez wchodzenia do urzędu. Taką już poważną Galerię otworzyłem po zdobyciu ekspresowego doświadczenia. A lokal? Sam się znalazł, a może inaczej – on znalazł mnie. Po prostu jechałem rowerem przez Barrio Gotico (Stare Miast; dop. red), zobaczyłem ogłoszenie o wynajem, zadzwoniłem i po 2 dniach lokal był mój!

Jak wpadłeś na pomysł nazwania Galerii La Basilica?

Z nazwą jak wiadomo jest bardzo ciężko. Galeria mieści się obok Katedry. Innym ważnym kościołem jest Sagrada Familia, który jeszcze wtedy nie był Bazyliką i tak pomyślałem sobie żeby nazwać moje miejsce Galeria La Basílica. Postanowione – Zrobione. Kilka lat potem, niemiecki Papież przyleciał do Barcelony i wyświęcił Sagrada Familia na Bazylikę. A gdzie wtedy spał? Praktycznie za ścianą mojego lokalu, w hotelu który z nami sąsiaduje.

Nawiązując jeszcze do księży, to moim pierwszym klientem w aktualnym lokalu był właśnie ksiądz. Kupił mały naszyjnik na prezent, a mówi się, że jeśli pierwszym klientem jest mężczyzna to sukces gwarantowany, no a jeśli w dodatku jest księdzem…to kto wie.

Ponoć Twoją Galerię odwiedził człowiek który kiedyś tu mieszkał?

Tak. Chyba trzy lata temu wszedł do Galerii pewien starszy człowiek, doszedł do końca, zawołał mnie i powiedział: „Zobacz, ja tam się urodziłem”. Ja sobie pomyślałem wariat (śmiech), ale on mówił serio. Okazało się, że ten pan naprawdę urodził się w tym miejscu. Jego ojciec był stolarzem i wynajmowali ten lokal. Wspominał jeszcze, że pamięta gdy przed wejściem stały konie.

Barcelona, Galeria La BasílicaCo jest dla Ciebie inspiracją? Czy Barcelona sama w sobie jest jakimś natchnieniem, chociażby poprzez to, że podczas zwyczajnego, codziennego spaceru obcuje się z dziełami wielkich artystów (np. Gaudí, Picasso, Dalí…), a miasto ma ciekawą historię, czy może inspirację znajdujesz w rzeczach dnia codziennego?

Prawdą jest, że uwielbiam temat natury, wszelkie liście, kwiaty, zwierzęta…uff i to jest wyraźnie widoczne w Galerii. Kiedyś pewien amerykański klient powiedział mi, że gdyby Gaudi wciąż żył, to napewno wpadałby do nas po inspiracje (śmiech).Wiadomo że Amerykanie przesadzają, ale coś w tym jest.

Czym się kierujesz podejmując decyzję o wystawianiu w swojej Galerii tych a nie innych twórców, jakie są kryteria wyboru?

Moje wybory są czysto osobiste. Kupuję i wybieram kolekcje wyłącznie te, które mi się podobają, w które wierzę i które mnie zachwycają, a czasami szokują.

Czy próbujesz w jakiś sposób promować polskich twórców?

Dobre pytanie. Właśnie wróciłem z Warszawy, gdzie odbywały się targi polskich projektantów i wróciłem z pełną walizką cudnej biżuterii i plikiem zamówień. Polacy nie zdają sobie sprawy z tego, że polscy złotnicy, są jednymi z najlepszych na świecie i nie ma w tym ani trochę przesady. Conajmniej 60% artystów prezentowanych w mojej Galerii, jest Polakami.

Uważasz, że to co wystawiasz w swojej Galerii to sztuka czy może raczej ciekawe projekty ludzi kreatywnych?

Sztuką jest znaleźć coś specjalnego w każdej rzeczy która nas zachwyciła. Opiniować nie jest sztuką, sztuką jest tworzyć.

Jak określiłbyś swojego typowego klienta. Kim on jest?

Nasi klienci. W większości to turyści, którzy znajdują nas przypadkiem błądząc po wąskich uliczkach Barrio Gotico, a gdy przechodzą obok Galerii, magiczna siła wciąga ich do środka i wypuszcza dopiero kiedy coś kupią.

Sam również jesteś autorem ludzkich lub zwierzęcych figur naturalnej wielkości. Zastanawiam się co Cię zainsirowało do przygotowania np. „Różowej Kobiety” oraz ile czasu wymaga ukończenie takiej postaci? Jakich materiałów używasz?

Uff. Moje rzeźby to również czysty przypadek, a wszystko z winy cudnej kobiety. Rosa Maria z Girony, dyrektorka festiwalu Temps de Flors ( festiwal kwiatów; dop. red.), który już od 50 lat odbywa się festiwal kwiatów w maju. W każdy drugi tydzień maja Stare Miasto w Gironie wypełnia się kwiatami. Mieszkańcy otwierają swoje patia, w których artyści prezentują rzeźby, kompozycje kwiatowe wszelakiej różności etc. Kiedy Rosa Maria zobaczyła mą biżuterię, wpadła w zachwyt i poprosiła mnie o rzeźbę do swojego patio, by móc ją zaprezentować podczas festiwalu. I tak już od ponad 6 lat, każdego roku Rosa Maria dostaje ode mnie w prezencie, na tydzień, jedną z mych rzeźb. Każda z nich wymaga około 2-3 miesięcy pracy, są i takie które zajmują mi 6 miesięcy.

 

Barcelona, Galeria La Basílica

 

Jesteś również autorem biżuterii wystawianej w Galerii?

Tak i powinno jej być więcej, ale jako że rezprezentuję ponad 200 artystów z całego świata, brak mi czasu by tworzyć własną kolekcję. Jedno jest pewne, co roku powstaje nowa rzeźba mojego autorstwa.

Którą ze swoich prac i dlaczego, lubisz najbardziej?

Rzeźba o nazwie Lisovika do stworzenia której zainspirowała mnie mitologia słowiańska. Ma niesamowitą energię. Jest to czarownica, która mieszka w lesie, a jej mottem jest „Szukałam, znalazłam i straciłam”. Prowokuje wichury i niszczy drzewa, kiedy przypadkiem ją obejdziesz – stracisz orientację. Jedynym wyjściem by znaleźć drogę, jest założenie ciuchów na odwrót, pójście do domu i nie obawianie się ani przejmowanie tym, co mówią inni.

Barcelona, Galeria La Basílica

Czy zdarzyła ci się jakas zabawna historia lub ciekawe spotkanie związane z Galerią? Może ktoś probował umieścić w Twojej Galerii coś niezwykłego  lub miałeś jakiegoś wyjątkowo ciekawego klienta?

Historii jest wiele, ale niektóre muszą pozostać między murami Galerii. Często mamy gości, którzy proszą o dyskrecję. Dwa lata temu, wpadł do nas John Malkovich, który goszcząc w mieście często śpi w sąsiadującym z nami Hotelu Neri i był zauroczony fotelem z pluszowych miśków. Gdy na nim usiadł, to żona nie mogła go wyciagnąc z Galerii (śmiech).

Przy wejściu do Galerii jest wzmianka o tym, ze trafiłeś do Vouge. Jak do tego doszło?

Pewnego dnia zadzwoniła do nas redaktorka barcelońskiego działu Vogue i zapytała dlaczego jeszcze o nas nie pisali? I tak od słów do czynów – pojawiamy się w hiszpańskim Vogue.

Czy masz w planach otwarcie kolejnej galerii lub rozszerzenie jej działalności?

Tak i de facto jestem w trakcie przygotowań otwarcia dwóch. Galerii Sztuki, dedykowanej wyłącznie wystawom biżuterii nowoczesnej oraz Galerii z perfumami niszowymi, takich których praktycznie nie ma na rynku. Zwiedziłem trochę świata i zdałem sobie sprawę z tego, że jest wielu niesamowitych perfumistów, tworzących różne dziwne zapachy jak np. palonych liści, burdelu, są nawet perfumy o woni francuskiego sera czy…gówna.

No tak, to rzeczywiście mogą być oryginalne zapachy (śmiech). To mi przywodzi na myśl film Pachnidło, widziałeś? Może gdyby Twoja galeria perfum istniała,wiele kobiet ocaliłoby swoje życie.

Film widziałem, niektóre sceny kręcone były obok galerii na placu Sante Felipe Neri. I wręcz przeciwnie! Więcej kobiet straciłoby życie, ja już bym się o to postarał. Wszystko dla sztuki.

Pytanie, które lubię zadawać wszystkim swoim rozmówcom. Gdybyś miał poznać osobiście kogoś wielkiego/ciekawego z dowolnej epoki, kto i dlaczego by to był?

Szybka odpowiedź -Maryję, żonę Józefa. Zapytałbym się czy na pewno miała tylko jednego Syna.

Co doradziłbyś Polakom którzy chcieliby zacząć działalność w tej trudnej branży?

Jeśli ktoś tylko czegoś bardzo pragnie, może to zdobyć. Nie ma rzeczy niemożliwych.

 

Piotr Rybaczyk i Ewa Nowak

 

 

Z Piotrem Rybaczykiem rozmawiała Ewa Nowak

Zdjęcia: Ela Rudnicka