Poniższy tekst ukazał się w 24.04.2020 w majowym wydaniu biuletynu medycznego PRIMUM: https://www.bil.org.pl/images/Primum/Primum.2020/pliki.PDF/Primum202005.pdf

SARS-CoV-2 w Barcelonie

Ostatnią wycieczkę przed kwarantanną miałam 11 marca. Było nas pięcioro. Po zapoznaniu podzieliliśmy się opiniami na temat koronawirusa. Wielu turystów już wtedy zadawało sobie pytanie, czy nie anulować wyjazdu.

 – „E tam, tak o tym trąbią, a Hiszpanie zupełnie się tym nie przejmują” – zauważyła jedna z turystek. – „Pamiętajcie, że do jutra może się jeszcze wiele zmienić” – odparłam. Prorocze słowa?

To była środa i jeszcze nic nie zapowiadało, że powtórzymny scenariusz z Włoch. W czwartek w południe coś wspomniano, że od poniedziałku zamkną szkoły, a wieczorem ogłoszono, że wiele szkół zdecydowano zamknąć już w piątek. Nikt nie spodziewał się, że od sobotniej nocy 14 marca zamknięte zostanie niemal wszystko (poza sklepami i aptekami), włącznie z nami – zamkniętymi w domach.

Jeśli zamknęli Sagrada Familia to sprawa jest poważna

Początkowo wejście do bazyliki ograniczono do 1000 osób (mieści się w niej do 9000), ale już następnego dnia wstrzymano i wizyty, i budowę. Warto zauważyć, że ostatnim powodem zatrzymania prac budowlanych w Sagrada Familia była wojna domowa w 1936 r. W 2020 budowę zatrzymał koronawirus…

Od 14 kwietnia do pracy mogą wrócić te osoby, które nie mają możliwości pracy z domu, ale w praktyce jest to głównie sektor budowlany, i też nie wszędzie. Bo przykładowo remonty związane z budynkami nadal nie są możliwe, aby nie narażać mieszkańców. Poza tym firmy muszą zapewnić odpowiednie ubrania zabezpieczające – maski i rękawiczki oraz zagwarantować odległość między pracownikami. Rekomenduje się raczej spacer do pracy niż korzystanie z transportu publicznego. Reszta Hiszpanii nadal zamknięta jest w domu.

 

na zdj opustoszała av. Gaudí oraz Sagrada Familia w oddali

 

Taka nadzwyczajna sytuacja ma swoje konsekwencje pod każdym względem

Wiele osób straciło pracę lub zostało tymczasowo zwolnionych – ale czy bedą mieli dokąd wrócić? Konsekwencje ekonomiczne pandemii bedą kolosalne.

Wyjście na zakupy zamienia się w prawdziwą wyprawę ze względu na zachowanie bezpiecznego dystansu – aby wejść do sklepu trzeba często czekać bardzo długo. Zaleca się noszenie rękawiczek i maseczek, których od dawna już nie można dostać w aptekach. Po zakupach należy zdezynfekować wszystko dokładnie. Podobno już zwykłe mydło plus ciepła woda wystarczy, ale czy napewno? Wg zaleceń rękawiczki należy odpowiednio ściagnąć, wyrzucić i dokładnie umyć ręce. Niektórzy zalecają wyprać ubranie, w którym wyszedłeś do sklepu, buty oczywiście zostawić w bezpiecznym mejscu i nie chodzić w nich po domu. Nie wychodzić we dwójkę tylko samemu.

Wiele osób, które zachorowały, zostało w domu i przeszło chorbę „samodzielnie”. Tak jak moja koleżanka, która po 2 ciężkich tygodniach nadal ma kaszel. Badania zrobiono jej dopiero po około 3 tygodniach i wykazały COVID-19. Musi zostać w domu aż do odwołania. Podobnie jak jej mąż, który przeszedł chorobę dużo lżej i syn, który jeśli ją przeszedł, to bezobjawowo. Zakupy przynoszą im pod drzwi znajomi.

W domach spokojnej starości też jest bardzo ciężko. Pracownicy czują się opuszczeni przez rząd, a jeśli zachoruje jeden z podopiecznych, ryzyko gwałtownie wzrasta i sytuacja staje się dramatyczna. Rodziny pytają o bliskich, ale często zostają bez odpowiedzi. Nikt nie ma czasu na to, żeby odebrać telefon czy odpowiadać na mejle i na bieżąco informować. Ludzie starsi, którzy mieszkają sami, często mogą liczyć na pomoc sąsiadów i rodziny. Lepiej niech nie wychodzą. Lepiej niech się nie narażają. Są w grupie ryzyka.

Szpitale są przepełnione, zaczęto adoptować do tego celu nowe przestrzenie, w tym niektóre hotele. Brakuje rąk do pracy. Nie ma sprzętu i odpowiedniej odzieży ani maseczek dla pracowników. Widzieliśmy obrazy, gdzie pracownicy służby zdrowia owijają się plastikowymi torbami na śmieci, próbując z nich zrobić ochronne ubrania. Są przemęczeni i zrozpaczeni, a następny dzień jest wielką niewiadomą… Niektórzy miewają napady paniki, inni myślą o rzuceniu pracy. Niepokój i bezsenność wydają się być jedną z wielu psychologicznych konsekwencji, z którymi muszą sobie radzić. Oni też mają rodziny, dzieci i ludzi starszych, którymi trzeba się opiekować. Szacuje się, że zaraziło się ponad 29 467 pracowników służby zdrowia (dane z 17 kwietnia). Zmarło 26 lekarzy – większość z nich była w średnim wieku, ale nie wszyscy. Sara Bravo López miała tylko 28 lat… Była lekarzem rodzinnym. Wobec lawiny zachorowań rząd zdecydował się powołać do pracy pracowników służby zdrowia, którzy przeszli na emeryturę, lekarzy, pielęgniarki, ale również rezydentów i studentów ostatniego roku medycyny. W sumie 50.000 osób.

W Barcelonie zrobiło sie cicho

To więcej niż niesłychane. Chyba jeszcze nigdy w historii tego miasta nie było tu tak cicho. Tę ciszę przerywają tylko regularnie jeżdżące karetki na syrenie. Dziś, 23 kwietnia 2020 według oficjalnych danych liczba osób, które zmarły w wyniku choroby wynosi 22 157. Jest już 213 024 zakażonych. Chorobę przeszło i wyzdrowiało 80 250, czyli niecałe 40% zakażonych. Kiedy ktoś umiera na koronawirusa, na pogrzeb pójść może nie więcej niż 3 członków rodziny. Ceny usług pogrzebowych tak wystrzeliły w górę, że rząd czuł się zmuszony do wprowadzenia normatywu, zgodnie z którym w czasie trwania pandemii ceny nie mogą być wyższe niż te sprzed 14 marca. Z powodu braku miejsca jeden z dawnych parkingów na terenie miejskiej kostnicy wykorzystano jako depozyt na trumny.

Rząd Sancheza został mocno skrytykowany za ociężałość w przeciwdziałaniu rozprzestrzeniania się wirusa i brak stanowczych działań. Stan alarmowy wprowadzono w nocy z soboty na niedzielę 15 marca. O swoich zamiarach rząd poinformował wcześniej, co pozwoliło tysiącom Hiszpanów spakować się i wyjechać do swoich letnich domów, roznosząc wirusa po całym kraju. Z dnia na dzień liczba przypadków wzrosła dwukrotnie. Bardzo mocno skrytykowano również manifestację 8 marca, na którą, pomimo już istniejącego zagrożenia i zakazu w wielu krajach zgromadzeń powyżej 1000 osób – zezwolono.

Jeszcze przez kolejne dni władze musiały rozganiać tych, którzy uznali kwarantannę za wakacje, wybierając się chociażby na górskie spacery. Parking w jednym z parków narodowych zapełniony był autami po brzegi. Wysokie mandaty i nieugiętość władz powoli zaczęły odnosić skutek.

 

Hospital Sant Pau – zdj z 22.04.2020

 

Kiedy wyjdziemy z domu?

Nie wiadomo. Stan alarmowy przedłużono, po raz kolejny, tym razem do 9 maja…

Ale jak we wszystkim, tu też są dobre strony. Ludzie się łączą, przypominają sobie o starych wartościach, piszą listy podnoszące na duchu do chorych w szpitalach, śpiewają, są kreatywni i dziekują. Dziękują za cały wysiłek tym, którzy ciężką pracują. Codziennie o 20 klaszczemy im za to z naszych balkonów. Na sąsiedniej ulicy po owacjach zawsze słyszę grę na trąbce. To ktoś umila czas swoim sąsiadom. Pojawia się wiele ciepłych gestów.

 

O autorce: Ewa Agata Nowak od lat oprowadza turystów po Barcelonie. Zajmuje się tłumaczeniem z języka hiszpańskiego i prowadzi bloga na temat Barcelony i Katalonii, gdzie każdy znajdzie praktyczne informacje dotyczące przyjazdu do Barcelony www.Happy-Barcelona.pl