Jest takie miejsce w Barcelonie, gdzie prędzej czy później trafi każdy fan piłki nożnej. Tysiące kibiców gromadzi się wokół niepozornej fontanny, by przeżywać zmagania swojego ukochanego klubu, który dla Katalonii jest czymś znacznie więcej niż drużyną piłkarską

Słynny deptak – La Ramblę – doskonale zna każdy, kto odwiedził stolicy Katalonii. Po jego obu stronach ciągną się jezdnie, które w czasie piłkarskich rozgrywek są zamykane. Gdyby pozostawiono je otwarte, byłyby nieprzejezdne z powodu kibiców gromadzących się wokół fontanny Canaletas. A dlaczego świętują zwycięstwo swojej drużyny  akurat tam? By odpowiedzieć na to pytanie, musimy cofnąć się nieco w czasie…

Fuente Canaletes, Barcelona

Klub FC Barcelona został założony pod koniec XIX w. przez Szwajcara Joana Gampera. Pierwsze telewizory pojawią się dopiero pod koniec lat 20. XX w., a transmisje radiowe nie weszły jeszcze do powszechnego użytku. Zatem jedynym sposobem, by na bieżąco znać przebieg meczu było albo pójście na stadion, albo … pod fontannę Canaletas. To właśnie naprzeciwko niej znajdowała się siedziba dziennika sportowego „La Rambla”. W czasie meczu redaktorzy otrzymywali aktualne informacje z boiska za pośrednictwem tzw. dalekopisu. Dzięki temu urządzeniu telegraficznemu na tablicy przed siedzibą gazety na bieżąco pojawiały się wyniki meczu. Warto dodać, że w pobliżu znajdował się piękny modernistyczny kiosk (później, obok innych obiektów, zniszczony z rozkazu Franco), w którym kibice mogli ugasić pragnienie i przegryźć tapas.

Tradycja świętowania utrzymała się do dziś dnia. Wystarczy rzucić okiem na zdjęcia pokazujące Ramblę na co dzień oraz wtedy, gdy wygrywa Barca. Tłum, muzyka, tańce i śpiewy!

Tyłki bawią się na całego!

Tak, to nie błąd w tekście. Tak właśnie przezywani są kibice Barcy. Pierwszy stadion klubu, „La Escopidora”, znajdował się przy ulicy Industria i nie był w stanie pomieścić wszystkich miłośników piłki. Ci, którym nie udało się dostać na stadion, siadali na murze otaczającym boisko. Przechodzący pod nim ludzie zawsze w czasie meczów trafiali na ten sam widok: wystające pośladki kibiców. Stąd wzięło się przezwisko „culés”, pochodzące od katalońskiego słowa cul, czyli tyłek.

Culés zrzeszają się w tzw. penyach – oficjalnych fan-klubach, których na całym świecie jest blisko półtora tysiąca. Z kolei socio to kibic FC który płaci składki i jest członkiem klubu.

Més que un club

Jeśli jesteś fanem Barcy, to pewnie spotkałeś się z tym sformułowaniem. W języku katalońskim oznacza ono „więcej niż klub”Po raz pierwszy wypowiedział je Narciso de Carreras Guiteras, prezes klubu w latach 1968-69. Całe zdanie miało brzmieć  Barcelona jest czymś więcej niż klubem piłkarskim, to duch, który jest zakorzeniony głęboko w nas, to barwy, które kochamy ponad wszystko”

I miał całkowitą rację, bo zdanie to obejmuje szereg działań i wydarzeń, które klub prowadził od początku swojego istnienia. Już założyciel, Joan Gamper, uważał, że FCB powinien być związany z ruchem katalońskim i to dlatego kataloński stał się oficjalnym językiem klubu. Z tego samego powodu herb klubu, który początkowo nawiązywał tylko do miasta, wzbogacony został o flagę Katalonii i krzyż świętego Jerzego, który jest jej patronem. Kiedy w czasach Franco Real Madryt współpracował z reżimem, założona w 1899 r. FC Barcelona uchodziła za symbol oporu. Motto FCB nie jest więc tylko zwykłym hasłem. Wiele razy w historii klub wspierał wolność i prawa Katalończyków oraz tendencje regionu do niezależności. I niejednokrotnie z tego powodu spotykały go liczne poważne konsekwencje. W czasie dyktatury Primo de Rivera rząd zakazał klubowi używać języka katalońskiego i uczestnictwa w Diadzie (święto Narodowe Katalonii).

W czasie wojny domowej doszło do zabójstwa Josepa Suñola (prezesa FCB w latach 35-36) przez wojska faszystowskie.

Piłka nożna w Katalonii to coś więcej niż sport

Podczas dyktatury Franco, stadion był chyba jedynym miejscem w kraju, gdzie Katalończycy mogli swobodnie wyrażać swoją narodowość. Wówczas klub zaczął być postrzegany jako ostatni bastion katalońskiej kultury, historii i religii.

FCB od lat wspiera sprawę katalońską. W trakcie niektórych meczów Barcy, w 17 minucie i 14 sekundzie (nawiązując do roku 1714 r, kiedy w czasie wojny o sukcesję, po długim oblężeniu wojska Burbonów ostatecznie zdobyły Barcelonę), culés wznoszą w górę flagę Katalonii i wykrzykują słowo „Independencia!” (Niepodległość).

Wystarczy rzucić okiem na Barcelonę w dniu, kiedy rozgrywa się mecz. Metro wypełnia się kibicami z flagami Katalonii. Samochody zmierzające na stadion trąbią, a z ich okien powiewają flagi FCB. Wyludniają się wszystkie bary, które nie oferują transmisji z meczu, a ulice dosłownie pustoszeją. Miasto cichnie z wyjątkiem momentów, kiedy Barca strzeli bramkę. Wtedy na każdym osiedlu rozbrzmiewają radosne wrzaski kibiców. A jeśli wygramy…ech, całe miasto się bawi!

Motto klubu dotyczy nie tylko pracy, ale też życia prywatnego. Kilka lat temu miałam okazję porozmawiać z szefem protokołu FCB, zdradził mi on, że szatnia jest rodzinnym miejscem, w którym koleżeństwo jest bardzo ważne: „Gra zespołowa w szerokim tego słowa znaczeniu to coś, o co zawsze ich prosimy. Sportowcy tworzą zgrany zespół nie tylko na boisku, ale również poza nim, ich żony się przyjaźnią i spotykają.”

Los Polacos i Polacy na Camp Nou

Na koniec dodam jeszcze, że Katalończycy przezywani są przez Hiszpanów Polakami. Jedna z teorii mówi, że Katalończycy, podobnie jak Polacy, nieustraszenie walczą o swoją wolność. Inna –  że język polski, jak kataloński jest trudny i dziwacznie brzmi.  

Wracając do Barcy – czy wiecie z kim klub rozegrał pierwszy towarzyski mecz na Camp Nou? Z reprezentacją Warszawy. Przegraliśmy 4-2. Premierowy gol w historii stadionu miał Elogio Martinez. Z naszej strony popisali się Henryk Szymborski i Władysław Soporek.

Imponujący, mieszczący niemal 100 tysięcy osób stadion Camp Nou warto odwiedzić nawet jeśli nie jesteśmy fanami piłki nożnej – i to nie tylko w trakcie meczu, na miejscu znajduje się też bardzo ciekawe muzeum FC Barcelona.

Camp Nou w Barcelonie i flaga Katalonii

Nowak Ewa

Tekst ukazał się w magazynie podróżniczym Pili Pili Travel Buddy w Październiku 2020 roku


źródła własne oraz

Photo by Klemens Köpfle on Unsplash

Photo by Nick Fewings on Unsplash

Imagen de Ann — please donate en Pixabay