Jest takie miejsce w Barcelonie, gdzie czas się zatrzymał.

Stoją tu sprzęty, które dla naszych pradziadków były ostatnią techniczną nowinką, czymś co każdy chciał mieć, ale bywało zbyt drogie!

Sklep wypatrzyła moja siostra podczas ostatniej wizyty w Barcelonie. Leniwie spacerowaliśmy po Starym Mieście, gdy oryginalna żelazna brama przykuła jej uwagę.

To miejsce bardziej niż sklep przypomina muzeum tzw. archeologii przemysłowej, można tu znaleźć telefon z końca XIX wieku, pierwsze telewizory, płyty winylowe, gramofony, pierwsze radia, maszyny do pisania…

 

Telefon ścienny firmy Ericson 1895 rok

 

Jak powstał ten niezwykły sklepik….?

Francisco był kolekcjonerem, ekspertem w dziedzinie sprzętów z okresu Rewolucji Przemysłowej, z wykształcenia mechanik, ze smykałką do naprawiania sprzętu tego rodzaju. Gdy poznał Anę swoja przyszłą małżonkę, zaraził ją swoją pasją i wkrótce postanowili otworzyć sklep. Miało to miejsce ponad 30 lat temu.

Niemal wszystko, co tu się znajduje, jest gotowe do użytku, odkurzone i naprawione! W związku, z czym nic nie stoi na przeszkodzie do tego, żeby kupić sobie do domu telefon z pierwszej połowy XIX wieku!

Sklep nosi nazwę Anamorfosis. Jak się dowiedziałam słowo to oznacza celową deformacje obrazu, tzw. Ściśnięcie anamorficzne  – powstało w XX wiecznej kinematografii, jako technika pozwalająca na zapisanie dobrej, jakości szerokoekranowego obrazu na taśmie filmowej. Zainteresowanych tematem odsyłam do encyklopedii.Ciekawym zbiegiem okoliczności nazwa ma wiele wspólnego z nazwiskiem właścicielki, która nazywa się Ana Amoros! Jak mi zresztą wyjaśniła ta gra słów ma w sobie dużą dawkę miłości: AMOR, gdyż projekt powstał z miłości dwojga ludzi do siebie oraz do starodawnych maszyn.

 

„Anamorfosis”

 

      Dziś dzieciaki nie zawsze są w stanie odgadnąć, do czego służyły tak powszechne w latach 80- tych kasety magnetofonowe lub jaki może być związek między kasetą a ołówkiem.

Tymczasem my tez możemy się tak poczuć wchodząc do Anamorfosis! Bo są tam sprzęty, których przeznaczenie bywa czasem tajemnicze. Jak na przykład coś, co przypomina gramofon, ale jednak nim nie jest. Jest to, bowiem…pierwsza maszyna mówiąca projektu samego Edisona!

Właścicielka sklepu chętnie pokazała nam jak to cudo działa, dzięki czemu usłyszeliśmy głos sprzed ponad 120 lat! Był to głos męski, a konkretnie nagrana na pierwszą mówiąca maszynę zwaną fonografem, piosenka! Ciekawe, kim był człowiek, którego głos rozbrzmiał w fonografie i co czuł nagrywając swoją pierwszą „płytę”.

Fonograf to poprzednik gramofonu, jedno z pierwszych urządzeń służących do zapisu i odtwarzania dźwięku, po raz pierwszy został zademonstrowany przez Edisona w listopadzie 1877 roku. Wadą instrumentu było to, że nie można było tworzyć kopii, dlatego od 1888 zaczęto produkować woskowe cylindry. Wkrótce fonograf został wyparty przez wynalezioną przez Emila Berlinera płytę gramofonową …ile sprzętów tyle opowieści.

Wszystkie te cudne starocia trafiają do Any od prywatnych osób i kolekcjonerów. Pozostają jakiś czas w sklepie, tworząc przez chwilę swoisty zbiór technicznych nowinek XIX i XX wieku, zanim zostaną sprzedane dalej.

Tymczasem w magazynie Any znajduje się ogromna kolekcja telewizorów by pewnego dnia stworzyć wspaniała wystawę historii Telewizji.

Wszystkich zainteresowanych pracą Any zapraszam do jej sklepu ukrytego w sercu Starego Miasta, gdzie zatrzymał się czas.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Źródła: www.happy-barcelona.pl